Czy powinniśmy się bać „pandemii”?

Dzisiaj nieco z innej beczki; temat od 6-ciu miesięcy jest „dzisiejszy” wraz z toczącą się polemiką. W kwestii noszenia masek lub – ogólnie rzecz biorąc pandemii, zdania są podzielone; jedni ludzie zabezpieczają swoje drogi oddechowe, drudzy nie. W ten sposób samoistnie generuje się niepotrzebny konflikt między podzielonymi stronami społeczeństwa – strach przed chorobą kontra oburzenie na władzę. Niestety problem sięga głębiej.

Statystyki – potężne narzędzie dające wiele informacji na dany temat. Ludzie czują strach, gdy usłyszą, że kolejnych kilka lub kilkadziesiąt osób umarło jednego dnia z powodu choroby wywołanej przez „koronkę”(pisanie na okrągło CoVID-19 i SARS-CoV-2 męczy). Faktycznie, liczby mogą być niepokojące, ale dlaczego różnią się one tak bardzo od statystyk grypy sezonowej. Niestety nigdzie nie mogę znaleźć danych odnośnie jej liczby przypadków zakażeń oraz zgonów, jednak śmiertelność grypy sezonowej mieści się w zakresie 0.1-0.5%. W przypadku „koronki” w Polsce jest to około 0.0299%(71526 zarejestrowanych przypadków, 2136 zgonów; stan na 08.09.2020). Z własnych obserwacji wiem, że w mediach mówi się tylko o nowych przypadkach oraz o zgonach, a to jest przykre oraz wywołuje strach. Dlaczego jednak nie wspomina się o 55910 ozdrowień? To również jest przykre.

Nie mam zamiaru bronić prezydenta Białorusi za to, co robił lub mógł zrobić, lecz jestem w stanie zauważyć inną dziwną tendencję. Przed protestami w sprawie wyborów Łukaszenka stwierdził, że WHO chciało mu zapłacić za zamknięcie gospodarki(czego ostatecznie nie zrobił). W mediach mówił, że ludzie powinni żyć normalnie, pracować normalnie i nie przejmować się wirusem. Przyszedł później czas wyborów, Łukaszenka wygrał miażdżącą przewagą głosów, doszło do wciąż trwających protestów. Jest on regularnie wybieranym prezydentem od 1994 roku i dopiero teraz ludzie się zbuntowali. Mam tylko pytanie – dlaczego bunt nastąpił akurat po publicznym oświadczeniu przez niego, że WHO chciało mu zapłacić za zamknięcie gospodarki?

Przypadek? Nie sądzę.

Na protestach jest mnóstwo ludzi, którzy są przeciwko wiecznemu prezydentowi i o tym w mediach mówi się dużo, jednak nie mówi się o ludziach wychodzących na ulice jako zwolenników Łukaszenki. To wszystko wygląda, jakby informacje mające trafić do odbiorców za pośrednictwem mediów były ostrożnie selekcjonowane dla osiągnięcia jakiegoś konkretnego skutku – czy to w związku z „koronką”, czy protestami na Białorusi.

Wisienką na torcie jest jednak postępowanie z rzekomymi chorymi, zacznijmy od samych testów. Wykrycie choroby odbywa się z użyciem metody PCR, o których specjaliści mówią, że są zbyt czułe (https://www.politykazdrowotna.com/63642,eksperci-testy-na-koronawirusa-sa-zbyt-czule-i-wolne). Świadczy to tylko o tym, że są one nieskuteczne. Gdy już osoba zostanie zdiagnozowana pozytywnie na obecność „koronki” i wymaga hospitalizacji, trafia do szpitala(https://cowzdrowiu.pl/aktualnosci/post/szpitale-1-inny-pacjent-i-z-dodatkow-za-prace-z-covid-19-nici). Jeśli chodzi o zgony:

„Zdaniem niektórych respiratory są najlepszą dostępną opcją wspomagania leczenia pacjentów z Covid-19. Jednak część lekarzy jest zaniepokojona tym, że urządzenie może powodować uszkodzenie płuc, podaje „People”(…) 80 proc. lub więcej pacjentów, którzy są zakażeni koronawirusem i którzy leżeli podłączeni do respiratorów, zmarło.”

Z tego drugiego zdania można wyciągnąć wiele dziwnych wniosków.
Czy oznacza to, że:

  • jeśli ludzie trafią do szpitala to umrą?
  • jeśli ludzie są podłączeni do respiratorów, umrą przez wyniszczenie płuc?
  • śmiertelność wirusa jest aż tak duża?

We wielu artykułach zaznaczane jest, że są to skutki „koronki”, jednak świadczyłoby to, że aż 71526 osób w Polsce może mieć wyniszczone płuca. Sam z chęcią bym te osoby przebadał pomimo braku doświadczenia, ponieważ nie bardzo chce mi się wierzyć w takie rzeczy.

Cała ta sprawa śmierdzi mi na całej długości równika, dlatego właśnie nie obawiam się o moje i innych zdrowie. Nie potrzebowałem pandemii, by regularnie myć ręce. Nie potrzebuję też jej, aby rozporządzenia mogły ograniczyć moją znikomą wolność. Nie wierzę w tę całą propagandę. Nie jestem jednak lekarzem, aby namawiać do nienoszenia masek, dlatego sugeruję się autorytetami i jak Dr Szumowski nie noszę maski tak jak on m. in. na wczasach w Hiszpanii. W tym wypadku chroni mnie również konstytucja, szczególnie punkt 3. tego artykułu:

Art. 31.

  1. Wolność człowieka podlega ochronie prawnej.
  2. Każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje.
  3. Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Ten zapis sprawia, że rozporządzenia Rady Ministrów nie mają mocy, aby ograniczyć lub nakazać wykonywanie czynności lub mus posiadania.

2 myśli w temacie “Czy powinniśmy się bać „pandemii”?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: