O zakazie futerkowym w pigułce.

Zwierzęta – małe, duże, bardziej lub mniej kochane, groźne lub strachliwe. Rodzajów zwierząt jest mnóstwo. Kiedyś, aby zapewnić sobie pokarm oraz ubiór na chłodniejsze dni, były one obiektem polowań. Dziś nadeszły nieco inne czasy, w których zamiast polować na zwierzęta – polujemy na promocje w Biedronce lub spędzamy długie godziny w centrach handlowych przeglądając kolejne to sklepy z odzieżą. W wyniku czego patrząc z perspektywy czasu można powiedzieć, że zabijanie zwierząt jest reliktem przeszłości, a co za tym idzie – pozyskiwane z nich zdobycze nie są już punktem obowiązkowym dla społeczeństwa.

Mowa oczywiście o głośnym ostatnio zakazie hodowli zwierząt futerkowych. Pomysł na tę ustawę pojawił się prędko i równie prędko wypada o nim porozmawiać. Jest on przez rządzących tłumaczony chęcią ochrony zwierząt, jakoby były one niepotrzebnie zabijane w ramach psikusa ludzi tym się zajmujących. Brzmi to przynajmniej tak, jakby ludzie czerpali przyjemność zabijając mnóstwa hodowanych futrzaków, chcieli zaspokoić swoje sadystyczne pobudki i będąc w domu po makabrycznej pracy zachowywać się jak na cywilizowanego człowieka przystało.

Czas więc na kilka ważnych spraw.

Według mnie, politycy powinni kierować się dobrem ludzi żyjących w ich kraju. Powinni się oni zająć m. in. umocnieniem gospodarki po niedorzecznie długim tłamszeniu obywateli za pomocą rozporządzeń „koronkowych” konfliktujących z zapisami konstytucyjnymi. Niestety, władająca partia polityczna z dodatkami skupia się na ochronie zwierząt – to znaczy, niezupełnie. Tak się składa, że Polska jest w pierwszej trójce(zaraz po Danii i Chinach) w branży futrzarskiej – w samym 2015 roku firmy się tym pałające łącznie zarobiły około 1.476 mld zł, lecz niestety w dobie dzisiejszego kryzysu trwającego od 2019 roku przychód spadł o około 2/3 ww. liczby. Pomysł ten jest oczywistym ciosem w gospodarkę celującym w konkretną branżę, aby nie zdenerwować zbyt wielu ludzi za jednym zamachem – mogłyby wtedy wystąpić jeszcze większe protesty.

Należy również wziąć pod uwagę to, że restrykcji będzie podlegać jedynie sama hodowla futrzaków, a sprzedaż wyrobów futrzarskich nie będzie nią obarczona. Wniosek jest więc prosty: ten element gospodarki będzie przeniesiony za granicę, nasza gospodarka ucierpi jeszcze bardziej(bo sama pandemia strachu i obostrzeń to za mało), produktów futerkowych na rynku będzie mniej więcej tyle samo, ile jest przed zakazem. Ochrona zwierzątek jest tylko argumentem-iluzją, który ma jeszcze bardziej skonfliktować społeczeństwo, aby było ono jak najbardziej podzielone i odwrócić uwagę od prawdziwego zamiaru.

Zawsze mi się wydawało, że dla polityka najważniejszą cechą jest pragmatyzm nastawiony na dobrobyt obywateli. Może i jest to po części prawda w przypadku naszej klasy politycznej, jednak tylko dla wyjątkowego grona obywateli zasiadających na sali sejmowej i rodzin tych osób. Abstrahując nieco od tematu przewodniego moja przepowiednia jest taka: przy następnych wyborach do sejmu PiS nie będzie się nawet starać, by ponownie większością głosów móc rządzić Polską. Już wtedy będziemy płacili za bochenek chleba 20 zł – tak ładnie inflacja poszybuje.

Witajcie w państwie-widmo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: