Polityczne gównoburze.

Ten rok jest dla każdego mniej lub bardziej pechowy: atak koronki, podwyższanie podatków pomimo nadchodzącego kryzysu związanego z „pandemią”, strajk kobiet, lewicowe akcje LGBT, wprowadzenie przymusu szczepień, strajk rolników, strajk antykoronkowy. Nie jestem nawet pewien, czy wymieniłem wszystkie tegoroczne wydarzenia – tyle ich było, że przestałem ich liczyć i chyba też przejmować się nimi. Próbuję jedynie znaleźć przyczynę tych gównoburz i próbować na swój sposób manifestować swój sprzeciw wobec podjętych działań. Ten wpis może być nieco inny w porównaniu do pozostałych, ponieważ jest tutaj mowa między innymi o postępowaniu lewicowych ugrupowań, które wg. mnie próbują zniszczyć podwaliny Polskiej kultury i tradycji(nie tylko Polskiej z resztą). Po prostu nimi gardzę, bo jej argumenty to zwykły populizm.

No to po kolei. Temat koronki jest rozległy do tego stopnia, że pod tym względem można go przyrównać do rozmów o religiach, racjach czy polityce – „temat rzeka”. Z początku każdy grzecznie stosował się do restrykcji głównie z powodu braku wiedzy na temat wirusa i skutków choroby przez niego wywołanej. Dzisiaj pandemia sięga absurdu; niekończące się restrykcję, świadome niszczenie gospodarki za pomocą zamykania wyszczególnionych branż oraz podwyższania podatków zamiast ich obniżania. Ludzie wariują z powodu niemożności zaspokojenia swoich „stadnych potrzeb”, bo przecież ludzie są zwierzętami stadnymi. Jesteśmy obdarowywani przez rząd kolejnymi restrykcjami mającymi uchronić seniorów i innych przed nieuchronnym. Można więc powiedzieć, że gównoburza koronkowa jest katalizatorem pozostałych gównoburz.

Niektóre zwierzęta w momencie zastoju muszą się wyszaleć. Wypuszczono więc na ulicę rozszalałe lewactwo robiące burdę z Margot na czele w sprawie par homoseksualnych. Była to ewidentnie upolityczniona akcja nakręcana na siłę w sejmie przez sejmowa lewicę. Tak w skrócie powiem, że nikogo nie obchodzi czy ludzie są homoseksualni do momentu, kiedy osoba taka nie będzie się z tym publicznie obnażać; równie niechciane jest jakiekolwiek publiczne obnażanie się nawet przez osoby heteroseksualne, ponieważ ekshibicjonizm i temu podobne czyny są obrzydliwe.

Do strajku kobiet przylepiła się lewica, która nie bardzo rozumie o ludzie konkretnie protestują. Protest jest manifestem braku zakazu aborcji, ale też jednocześnie ludzie Ci nie chcą, aby aborcja była dostępna jak batoniki w żabce. Każdy ma prawo do życia, ale nie w cierpieniu – między innymi Zespół Downa nie jest powodem cierpienia. Jak to niestety bywa w życiu, jedni manipulują, a drudzy są manipulowani. W ten oto sposób pani Lempart zebrała ładną sumkę. Ciekawe, na co ją wyda, bo na pewno nie na obronę kobiet. Plakaty kosztujące 1,2 mln zł? Nie sądzę.

Tak w ogóle miałem jeszcze wspomnieć o tym, że w pewnym momencie czerwona błyskawica stała się tęczowa i poniżej jest tego tłumaczenie. Taki miły akcent demagogii. Aż przyjemnie przeczytać, tak dla śmiechu w tych ponurych czasach.

Rolnikom się nie dziwię – są oni siłą, która nigdy nie ukrywała swojego niezadowolenia i tym razem również pokazali, co dokładnie sądzą o piątce Kaczyńskiego.

Po cichu wprowadzony został przymus szczepień. Nie wiem jak wam, ale mi się to nie podoba; szczepienia, maseczki, zamykanie sklepów i firm, które nie stosują się do przedłużanych restrykcji. Zwykle szczepionka badana jest przez lata, aby sprawdzić jej długotrwałe skutki. Ta manna z nieba(szczepionka) ledwo została stworzona w Rosji – więc można się spodziewać jej niedługo od Amerykanów, i już Polscy politycy przygotowują grunt pod zbawienie nas od wirusa za pomocą swoich przyjaciół zza oceanu. Łatwe pieniądze, prawda? A za wszystko zapłacimy wszyscy – tak samo zwolennicy, jak i przeciwnicy tych konkretnych szczepień. Wszyscy po równo toniemy w gównie.

W dzisiejszych czasach rządzą nami emocje i wszyscy politycy zdając sobie z tego sprawę to wykorzystują. Wystarczy, że polityk poda trochę składnika spalania w postaci jakiegoś absurdalnego zakazu lub ograniczenia, lewica to podgrzeje na kuchence gazowej i woda w garnku – zwanym Polską, woda jest doprowadzona do wrzenia. To bardzo dobrze świadczy o wodzie, że potrafi wrzeć i nie zapomniała, że można to robić. Problem jest taki, że woda niszczy własność prywatna i publiczną atakując np. kościoły obwiniając tę instytucję o lobbowanie rządu w sprawie aborcji. Nikt nie widzi, że za pomocą tych obecnie „nieważnych spraw” rząd maskuje swoje działania kradnąc coraz to więcej pieniędzy z budżetu. W dodatku, rolnicy znają swój cel i politykom PISu do ich własnych biur przynoszą gnój na taczkach. Ludzie biorący udział w strajku kobiet – atakują kościoły.

Kiedy woda zrozumie, że to butla z gazem jest źródłem problemu?

Kiedy, w jaki sposób i czy w ogóle butla wybuchnie?

Najlepiej, żeby nie wybuchnęła. Lepiej będzie poczekać, aż skończy się gaz. Każda rewolucja, w których emocje wygrały nad trzeźwym myśleniem, powodowały kolejne katastrofy.

Krwistoczerwona linia.

Dawno mnie tu nie było. Dzieje się ostatnio wiele ciekawego oraz bzdurnego zarazem i właśnie to mnie obudziło z letargu. Dlaczego ciekawego? Głupota ludzka jest ciekawa i trudniejsza do zrozumienia niż słowa człowieka inteligentnego lub wykształconego – w przypadku istoty niemądrej należy odkryć, gdzie nastąpił błąd w jej (nie)logicznym myśleniu. Dlaczego bzdurnego? Ludzie kłócą się o rzeczy, o których wydawałoby się, że mają pojęcie.

Wypowiadające się kobiety o ich bólu psychicznym i ich niepotrzebnym wysiłku z powodu rodzenia prawie martwego dziecka jest w miarę uzasadniony i do zrozumienia. Gdy mowa o tym, że w razie zagrożenia życia matki musi ona urodzić powodujące zagrożenie zdrowia dziecko, jest już totalną bzdurą, która absolutnie nie dotyczy ostatnio orzeczonego wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Dlaczego? Ponieważ dotyczy on aborcji EUGENICZNEJ.

Jaka jest różnica? Aborcja w Polsce przed wyrokiem TK była zakazana(i dalej w zasadzie jest), ale mogła zostać przeprowadzona w trzech przypadkach(moja interpretacja):
1. Gdy ciąża spowodowana jest elementem przestępstwa, głównie chodzi o gwałt;
2. Gdy dziecko zagraża zdrowiu matki i niemożliwym jest je(dziecko i matkę) ratować – przysięga Hipokratesa zobowiązuje do ratowania każdego życia ludzkiego i ten punkt powinien mieć zastosowanie tylko i wyłącznie w ostatecznej ostateczności.
3. Powody wchodzące w skład aborcji eugenicznej.

Na samym starcie widać, że wyrok TK dotyczył tylko i wyłącznie aborcji eugenicznej, czyli jednego z trzech punktów wyjątkowych sytuacji, w których zakaz można obejść w drodze wyjątku. Wynika więc z tego fakt, że niemożność ratowania matki przez zagrożenie jej zdrowia przez płód jest bzdurą, a jest to najczęstszym argumentem kobiet biorących udział w dzisiejszych protestach – najzwyczajniej w świecie większość myśli, że z powodu wyroku nie można przeprowadzać aborcji nawet w drodze wyżej wymienionych wyjątków.

20+ memów - lgbt najlepsze śmieszne memy i demotywatory facebook - lgbt

Aborcja eugeniczna powinna zostać przeprowadzona, gdy w płodzie wykryto zmiany powodujące śmierć po urodzeniu, jednak taka definicja nie istnieje w Polskim prawie i jest zupełnie inna. W przypadku naszego prawa wymienione w nim zostały choroby, które kwalifikują płód do tego zabiegu. Powinny być to choroby tylko letalne(śmiertelne), ale w artykule o wspomnianym rodzaju zabiegu aborcji wzięte pod uwagę są również choroby nieletalne – nie są śmiertelne, lecz są w różnym stopniu upośledzające. Poniżej wymienię statystyki, choroby, ich rodzaje oraz objawy.

– W poprzednim roku przeprowadzono 1110 aborcyj, w tym 1074 z powodu przesłanki eugenicznej(to do nich będę przyrównywał statystyki)
Zespół Downa(trisomia 21, nieletalna) – upośledzenie rozwoju mózgu. 271(20.23%) zabiegów na płodach bez wad somatycznych, 164 z tymi wadami; łącznie 435(40.5%)
wady dwóch i więcej układów lub organów(letalne) – wadami tymi mogą być np. serce będące poza klatką piersiową – nie będę podawać więcej przykładów, są one dość obrzydliwe.
200 zabiegów(18.62%).
wady jednego układu lub organu(letalne)
156 zabiegów(14.53%).
Zespół Patau(trisomia 13, letalna) – powoduje obecność dodatkowej, trzeciej kopii chromosomu; człowiek potrzebuje tylko dwóch kopii.
Zespół Edwardsa(trisomia 18, letalna) – deformacja czaszki, zbyt duża ilość palców brak jednego lub obu oczodołów, upośledzenie mózgu, itp.
88(8.19%) z wadami somatycznymi oraz 60(5.59%) bez wad somatycznych. Łącznie 148(13.78%)(do wszystkich podanych w tym punkcie statystyk trisomia 13 i 18 liczone są łącznie)
pozostałe, m. in. Zespół Turnera(nieletalne) – występuje tylko u kobiet i powoduje brak lub upośledzenie jednego z dwóch chromosomów X. Kobiety z tą choroba są niskiego wzrostu, ich ciała są nieproporcjonalne i mogą nie mieć wykształconych cech charakterystycznych dla płci.
135 zabiegów(12.57%).

Statystyki te mówią same za siebie. Jeśli choroby nieletalne i letalne wrzucane są do jednego wora, to nie dziwię się, że TK uznało tę kwestię za niezgodną z konstytucją – w końcu powstał on(artykuł; Dz. U. 1993 nr 17 poz. 78) w czasach, gdy technologia(albo jej zaawansowanie w Polsce) nie pozwalała wtedy na diagnozę płodu w zakresie, jaki mamy dzisiaj. Artykuł ten powinien zostać poprawiony tj. choroby nieletalne nie powinny kwalifikować do aborcji eugenicznej. Niestety, taki mamy klimat – ten artykuł nie był zmieniony od 27 lat, gdy był sporządzany przez rząd składający się z partyj SLD i PSL. Niestety również z tego samego powodu rocznie bezpodstawnie mordowanych jest około 30% płodów rocznie w skutek aborcji.

Dzisiejsza sytuacja świadczy jedynie o ciemnocie społeczeństwa – łyka ono jak młode pelikany bez sprawdzenia wszystko, co im się powie. Jeśli jednak są tam osoby, które protestują z powodu niemożności abortowania płodów z chorobami nieletalnymi – przekraczacie tytułową granicę. Nazywa się to wtedy morderstwem pod pretekstem ochrony zdrowia fizycznego lub psychicznego matki. Smutna, naiwna ludności, wstydź się.

Z resztą – nieważne jest, że rządzący pogłębiają nadciągający kryzys gospodarczy i niedługo za 2000zł nawet nie kupicie chleba – sklepy będą już dawno pozamykane – inflacja jest piękna. Nie wspominam już o wprowadzonym już przymusie szczepień na „choroby wysoce zakaźne”. Ważne jest, żeby wymagać od rządzących możliwości aborcji. Priorytety.

Kurtyna.

O amerykańskich siłach zbrojnych stacjonujących w Polsce.

Istnieje ogólne przekonanie, że z amerykanami należy się dogadać i wybłagać ich, aby ich wojska stacjonowały w różnych krajach na świecie. Na pierwszy rzut oka obecność tych wojsk daje poczucie bezpieczeństwa, bo w końcu są oni kimś, kto powinien bronić nasz kraj w ramach paktu NATO. Nie będę tłumaczył jak bardzo nieefektywnymi metodami mogą posłużyć się kraje realizując założenia tego paktu w obronie innych państw; wolę skupić się na powodzie, dla którego rząd USA tak chętnie „rozdaje” żołnierzy jak karty w partyjce pokera – wszędzie po trochu.

Przede wszystkim sama potrzeba posiadania cudzych sił militarnych we własnym państwie jest czymś, czym nikt nie powinien się chwalić. Z mojego punktu widzenia wygląda to na sytuację, w której jakiś facet chwali się, że ma kolegę stającego w jego obronie. Może to wywołać strach u oponenta, ale niekoniecznie; taki stan rzeczy świadczy o słabości osoby zasłaniającej się silniejszym kolegą i na pewno nie jest to podejście zdrowe. W takiej sytuacji nasz kraj przedstawiany jest jako ten właśnie słaby koleś, który bez kolegi – USA nie ma żadnej ochrony i tak właśnie jesteśmy określani przez pozostałe kraje.

Powód, dla którego Stany Zjednoczone wysyłają żołnierzy do innych krajów jest jeden i to dość istotny – zdecydowanie lepiej jest walczyć na cudzym terytorium niż na swoim własnym; nie trzeba martwić się o wszelką infrastrukturę czy straty w ludziach, a w razie zniszczeń podczas sporu militarnego to właściciel terytorium odpowiada za odbudowę. W dodatku, strona atakująca ma te same warunki walki jak obca strona broniąca. Jest to oczywiście bardzo wygodne i w ramach polityki zagranicznej Polski przy takich samych możliwościach co w przypadku USA, również bym wysłał wojska Polskie do obcego kraju będącego przeszkodą dla obcego mocarstwa w drodze do podbicia naszego kraju. Jednakże, do obrony rodaków, nie jest potrzebne obce lub własne wojsko. Tak jak w przypadku Szwajcarii, gdzie ludzie są nauczani w zakresie posługiwania się bronią palną i dzięki temu kraj ten jest w stanie pochwalić się „armią” w skład której wchodzi 5 milionów obywateli.

Najbardziej żenujące w całej tej sytuacji jest fakt, że godzimy się na kolegę stającego w naszej obronie(co jak wcześniej wspomniałem jest oznaką słabości na arenie międzynarodowej), to jeszcze USA otrzymuje pieniądze za to, że w razie konfliktu zbrojnego nie muszą oni martwić się o swoich ludzi za oceanem. Opłatę za sam pobyt tychże wojsk szacuje się na 7,4 mld zł – oczywiście są to pieniądze podatników.

A więc: płacimy odległemu koledze za ochronę przed innymi, ponieważ sami nie mamy własnych sił. Przypominam również, że około 80% obecnych posłów jest przeciwko powszechnemu dostępowi do broni palnej. Z powodu braku możliwości ochrony nas przez nas samych znaleziona została koleżeńska alternatywa i to obywatele muszą za to płacić. Patrząc na tę całą sytuację jest to niemały wyzysk i sprawienie, że obywatele stają się istotną oraz tracącą częścią negocjacji międzynarodowych. W sytuacji, gdzie obywatele mogliby swoimi własnymi siłami i najmniejszym kosztem obronić się w razie ewentualnego konfliktu, zmuszeni są do poddania się decyzjom władzy.

O zakazie futerkowym w pigułce.

Zwierzęta – małe, duże, bardziej lub mniej kochane, groźne lub strachliwe. Rodzajów zwierząt jest mnóstwo. Kiedyś, aby zapewnić sobie pokarm oraz ubiór na chłodniejsze dni, były one obiektem polowań. Dziś nadeszły nieco inne czasy, w których zamiast polować na zwierzęta – polujemy na promocje w Biedronce lub spędzamy długie godziny w centrach handlowych przeglądając kolejne to sklepy z odzieżą. W wyniku czego patrząc z perspektywy czasu można powiedzieć, że zabijanie zwierząt jest reliktem przeszłości, a co za tym idzie – pozyskiwane z nich zdobycze nie są już punktem obowiązkowym dla społeczeństwa.

Mowa oczywiście o głośnym ostatnio zakazie hodowli zwierząt futerkowych. Pomysł na tę ustawę pojawił się prędko i równie prędko wypada o nim porozmawiać. Jest on przez rządzących tłumaczony chęcią ochrony zwierząt, jakoby były one niepotrzebnie zabijane w ramach psikusa ludzi tym się zajmujących. Brzmi to przynajmniej tak, jakby ludzie czerpali przyjemność zabijając mnóstwa hodowanych futrzaków, chcieli zaspokoić swoje sadystyczne pobudki i będąc w domu po makabrycznej pracy zachowywać się jak na cywilizowanego człowieka przystało.

Czas więc na kilka ważnych spraw.

Według mnie, politycy powinni kierować się dobrem ludzi żyjących w ich kraju. Powinni się oni zająć m. in. umocnieniem gospodarki po niedorzecznie długim tłamszeniu obywateli za pomocą rozporządzeń „koronkowych” konfliktujących z zapisami konstytucyjnymi. Niestety, władająca partia polityczna z dodatkami skupia się na ochronie zwierząt – to znaczy, niezupełnie. Tak się składa, że Polska jest w pierwszej trójce(zaraz po Danii i Chinach) w branży futrzarskiej – w samym 2015 roku firmy się tym pałające łącznie zarobiły około 1.476 mld zł, lecz niestety w dobie dzisiejszego kryzysu trwającego od 2019 roku przychód spadł o około 2/3 ww. liczby. Pomysł ten jest oczywistym ciosem w gospodarkę celującym w konkretną branżę, aby nie zdenerwować zbyt wielu ludzi za jednym zamachem – mogłyby wtedy wystąpić jeszcze większe protesty.

Należy również wziąć pod uwagę to, że restrykcji będzie podlegać jedynie sama hodowla futrzaków, a sprzedaż wyrobów futrzarskich nie będzie nią obarczona. Wniosek jest więc prosty: ten element gospodarki będzie przeniesiony za granicę, nasza gospodarka ucierpi jeszcze bardziej(bo sama pandemia strachu i obostrzeń to za mało), produktów futerkowych na rynku będzie mniej więcej tyle samo, ile jest przed zakazem. Ochrona zwierzątek jest tylko argumentem-iluzją, który ma jeszcze bardziej skonfliktować społeczeństwo, aby było ono jak najbardziej podzielone i odwrócić uwagę od prawdziwego zamiaru.

Zawsze mi się wydawało, że dla polityka najważniejszą cechą jest pragmatyzm nastawiony na dobrobyt obywateli. Może i jest to po części prawda w przypadku naszej klasy politycznej, jednak tylko dla wyjątkowego grona obywateli zasiadających na sali sejmowej i rodzin tych osób. Abstrahując nieco od tematu przewodniego moja przepowiednia jest taka: przy następnych wyborach do sejmu PiS nie będzie się nawet starać, by ponownie większością głosów móc rządzić Polską. Już wtedy będziemy płacili za bochenek chleba 20 zł – tak ładnie inflacja poszybuje.

Witajcie w państwie-widmo.

Czy powinniśmy się bać „pandemii”?

Dzisiaj nieco z innej beczki; temat od 6-ciu miesięcy jest „dzisiejszy” wraz z toczącą się polemiką. W kwestii noszenia masek lub – ogólnie rzecz biorąc pandemii, zdania są podzielone; jedni ludzie zabezpieczają swoje drogi oddechowe, drudzy nie. W ten sposób samoistnie generuje się niepotrzebny konflikt między podzielonymi stronami społeczeństwa – strach przed chorobą kontra oburzenie na władzę. Niestety problem sięga głębiej.

Statystyki – potężne narzędzie dające wiele informacji na dany temat. Ludzie czują strach, gdy usłyszą, że kolejnych kilka lub kilkadziesiąt osób umarło jednego dnia z powodu choroby wywołanej przez „koronkę”(pisanie na okrągło CoVID-19 i SARS-CoV-2 męczy). Faktycznie, liczby mogą być niepokojące, ale dlaczego różnią się one tak bardzo od statystyk grypy sezonowej. Niestety nigdzie nie mogę znaleźć danych odnośnie jej liczby przypadków zakażeń oraz zgonów, jednak śmiertelność grypy sezonowej mieści się w zakresie 0.1-0.5%. W przypadku „koronki” w Polsce jest to około 0.0299%(71526 zarejestrowanych przypadków, 2136 zgonów; stan na 08.09.2020). Z własnych obserwacji wiem, że w mediach mówi się tylko o nowych przypadkach oraz o zgonach, a to jest przykre oraz wywołuje strach. Dlaczego jednak nie wspomina się o 55910 ozdrowień? To również jest przykre.

Nie mam zamiaru bronić prezydenta Białorusi za to, co robił lub mógł zrobić, lecz jestem w stanie zauważyć inną dziwną tendencję. Przed protestami w sprawie wyborów Łukaszenka stwierdził, że WHO chciało mu zapłacić za zamknięcie gospodarki(czego ostatecznie nie zrobił). W mediach mówił, że ludzie powinni żyć normalnie, pracować normalnie i nie przejmować się wirusem. Przyszedł później czas wyborów, Łukaszenka wygrał miażdżącą przewagą głosów, doszło do wciąż trwających protestów. Jest on regularnie wybieranym prezydentem od 1994 roku i dopiero teraz ludzie się zbuntowali. Mam tylko pytanie – dlaczego bunt nastąpił akurat po publicznym oświadczeniu przez niego, że WHO chciało mu zapłacić za zamknięcie gospodarki?

Przypadek? Nie sądzę.

Na protestach jest mnóstwo ludzi, którzy są przeciwko wiecznemu prezydentowi i o tym w mediach mówi się dużo, jednak nie mówi się o ludziach wychodzących na ulice jako zwolenników Łukaszenki. To wszystko wygląda, jakby informacje mające trafić do odbiorców za pośrednictwem mediów były ostrożnie selekcjonowane dla osiągnięcia jakiegoś konkretnego skutku – czy to w związku z „koronką”, czy protestami na Białorusi.

Wisienką na torcie jest jednak postępowanie z rzekomymi chorymi, zacznijmy od samych testów. Wykrycie choroby odbywa się z użyciem metody PCR, o których specjaliści mówią, że są zbyt czułe (https://www.politykazdrowotna.com/63642,eksperci-testy-na-koronawirusa-sa-zbyt-czule-i-wolne). Świadczy to tylko o tym, że są one nieskuteczne. Gdy już osoba zostanie zdiagnozowana pozytywnie na obecność „koronki” i wymaga hospitalizacji, trafia do szpitala(https://cowzdrowiu.pl/aktualnosci/post/szpitale-1-inny-pacjent-i-z-dodatkow-za-prace-z-covid-19-nici). Jeśli chodzi o zgony:

„Zdaniem niektórych respiratory są najlepszą dostępną opcją wspomagania leczenia pacjentów z Covid-19. Jednak część lekarzy jest zaniepokojona tym, że urządzenie może powodować uszkodzenie płuc, podaje „People”(…) 80 proc. lub więcej pacjentów, którzy są zakażeni koronawirusem i którzy leżeli podłączeni do respiratorów, zmarło.”

Z tego drugiego zdania można wyciągnąć wiele dziwnych wniosków.
Czy oznacza to, że:

  • jeśli ludzie trafią do szpitala to umrą?
  • jeśli ludzie są podłączeni do respiratorów, umrą przez wyniszczenie płuc?
  • śmiertelność wirusa jest aż tak duża?

We wielu artykułach zaznaczane jest, że są to skutki „koronki”, jednak świadczyłoby to, że aż 71526 osób w Polsce może mieć wyniszczone płuca. Sam z chęcią bym te osoby przebadał pomimo braku doświadczenia, ponieważ nie bardzo chce mi się wierzyć w takie rzeczy.

Cała ta sprawa śmierdzi mi na całej długości równika, dlatego właśnie nie obawiam się o moje i innych zdrowie. Nie potrzebowałem pandemii, by regularnie myć ręce. Nie potrzebuję też jej, aby rozporządzenia mogły ograniczyć moją znikomą wolność. Nie wierzę w tę całą propagandę. Nie jestem jednak lekarzem, aby namawiać do nienoszenia masek, dlatego sugeruję się autorytetami i jak Dr Szumowski nie noszę maski tak jak on m. in. na wczasach w Hiszpanii. W tym wypadku chroni mnie również konstytucja, szczególnie punkt 3. tego artykułu:

Art. 31.

  1. Wolność człowieka podlega ochronie prawnej.
  2. Każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje.
  3. Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Ten zapis sprawia, że rozporządzenia Rady Ministrów nie mają mocy, aby ograniczyć lub nakazać wykonywanie czynności lub mus posiadania.

Co nieco o motywacji.

Jedni ludzie dążą do doskonałości, drudzy zatracili się w bezczynności – obie te sytuacje są spowodowane posiadaniem lub brakiem motywacji. Z tego powodu, dzisiaj trochę sobie o niej pogadam – tak edukacyjnie. Motywacja to dość istotny element życia codziennego – wspomaga działanie, podążanie do celu. Dzięki niej dostrzega się sens w wykonywaniu czynności – być mądrzejszym, wysportowanym, bardziej pewnym siebie i inne. Motywacja może być skutkiem wielu różnych aspektów, które omówię poniżej.

Każdy, kto ma swojego idola, najprawdopodobniej chce się stać taki jak on(lub lepszy niż on). Autorytetem może być znany piłkarz, koszykarz, mówca – tak na prawdę ktokolwiek podzielający nasze zainteresowania, jest żywym przykładem człowieka ze „zmaksymalizowanymi statystykami” w cechach wspomagających to, w czym jest on według nas najlepszy. Posiadanie autorytetu to nic wstydliwego, pomimo że stereotypowo to dzieci najczęściej je mają i w tej sytuacji w pewien sposób utożsamiamy się z dziećmi.

Druga przyczyna jest poniekąd związana z tą wymienioną powyżej, a jest to rywalizacja. Jeśli obieramy jakiegoś człowieka za autorytet, to jednocześnie staje się on w pewnym sensie niemożliwym do prześcignięcia rywalem. Nawet, jeśli jego poziom jest nieosiągalny dla „zwykłego śmiertelnika”, warto jednak jest próbować i uczyć się od niego. Rywalem dostać może również znajomy czy ktokolwiek inny – ważne jest, by podzielał nasze zainteresowania. W takiej sytuacji jeden chce dogonić drugiego; toczy się zacięta walka o bycie lepszym i każdy na tym zyskuje.

Koniec końców, wszystko sprowadza się do samodoskonalenia – by być lepszym(niekoniecznie lepszym niż inni). Motywacja nie musi brać się z chęci bycia na szczycie – wystarczy jedynie polubienie wykonywania czynności; można polubić bieganie dla samego biegania, niekoniecznie próbując prześcignąć swojego oponenta. Każdy ma pasje, które chciałby wykonywać – pozostaje jedynie chcieć i czynić.

Jednak co się stanie, jeśli człowiek nie czuje potrzeby bycia w czymś najlepszym lub przestał lubić wykonywanie dotychczas wykonywanych czynności? Można powiedzieć, że staje się on wrakiem samego siebie. W pewnym sensie czuje, że jest spełniony na przykład z powodu finansowej stabilności albo braku możliwości podejmowania nowych wyzwań. Osoba taka nie ma autorytetu, w tym przypadku nie ma rywala, a samodoskonalenie i nowe wyzwania są w pewien sposób nieosiągalne. Rzeczy, którymi interesował się dawniej, uznał za niewarte uwagi ze względu na osiągnięcie wysokiego poziomu w swoim dawnym hobby. Taka sytuacja może zniechęcać. Twierdzę też, że nie ma takiej osoby bez ambicji – najprawdopodobniej osoba ta chce być pogrążona w smutku z powodu życiowej nudy – ma ona ambicje, tylko o nich nie myśli.

Jest tylko jedna recepta na tego typu problem – należy znaleźć inną drogę do osiągnięcia celu. W takiej sytuacji cel jest, tylko z pozoru jest brak jakiegokolwiek wyjścia. Wystarczy trochę pogłówkować i znaleźć motywacje w postaci gniewu lub samozaparcia, aby poszukać tej nowej ścieżki. Nie ma takich sytuacji bez wyjścia, wtedy jedynym wadliwym czynnikiem jest myślenie, które nie pozwala ruszyć do przodu.

Na szczęście motywacja jest kwestią tylko zależną od nastawienia, więc myśleć należy pozytywnie. Więc głowa do góry, czytelniku.

Niedomówienia energii odnawialnej.

Naszedł czas tego typu pogaduszki. Na początku chciałbym zaznaczyć, że nie jestem przeciwnikiem ekologii, ale też nie jestem jej zapalonym zwolennikiem oraz częściowo ten temat pokrywa się z moim powołaniem. Może nie jest on podobny do poprzedników, jednak wydaje mi się, że warto o tym wspomnieć – chociażby w ramach ciekawostki lub przestrogi. Energia odnawialna służy jako substytut dla klasycznego wytwarzania prądu, gdzie klasycznym można nazwać spalanie węgla. Z alternatywnych metod produkcji energii elektrycznej można wyszczególnić metody: wiatrową, słoneczną i wodną – są one najpopularniejsze i będę je omawiał głównie pod kątem wpływu na środowisko.

Zaczniemy od tej najmniej kontrowersyjnej, czyli metody wodnej. Do jej działania wymagane są między innymi: przewody elektryczne, falownik służący jako generator oraz młyn wodny przyczepiony do jego wału. Jedyne co jest potrzebne w tym przypadku do generowania energii elektrycznej to prądy wodne, które popychając młyn, co wprawia prądnicę w ruch i dochodzi do zjawiska zamiany energii mechanicznej na elektryczną. Metoda ta nie jest inwazyjna – nie niszczy podwodnego ekosystemu. Wystarczy znaleźć rzekę z odpowiednim nurtem i elektrownia może działać cały rok.

Przyszła kolej na produkcję wyżej wymienionej energii za pomocą paneli fotowoltaicznych. W tym przypadku potrzebne są: inwerter nadający odpowiednie właściwości energii elektrycznej(napięcie i częstotliwość – w domyśle kolejno 230V i 50Hz), przewody elektryczne oraz same panele. Co prawda, to prawda – sam proces odbywa się nie wydalając substancji obniżających jakość powietrza. W panelach dochodzi do przemiany energii słonecznej z fotonów na energię elektryczną. Jest tylko jedno „ale”. Żywotność paneli określa się w zakresie 10-40 lat(dla paneli generacji z lat 2000-2010 jest to średnio 25 lat, dla nowszych generacji – nawet 40 lat) – w zależności od jakości ich wykonania. Po tym czasie mogą być już zużyte i nie nadają się one do użytku. Jak dotąd nie opracowano jeszcze metody recyklingu(i nie wiem czy to będzie możliwe w najbliższych latach). Mimo, że same ogniwa krzemowe to 3.5% masy panelu, powoduje to kolejne odpady, które jednak nie wpływają pozytywnie na środowisko. Niestety, nie mówi się o tym często, a wydaje mi się dość istotne.

Ostatnią w moim zestawieniu jest metoda wiatrowa – i tutaj robi się zabawnie. Do jej działania potrzebne są: inwerter, przewody elektryczne oraz majestatyczny wiatrak zawierający specyficzne dla niego urządzenia. Produkcja energii elektrycznej wygląda tak samo jak w przypadku elektrowni wodnej, jednak jest kilka haczyków – sam wiatrak jest bardzo inwazyjny i niezbyt wydajny w Europie. Przede wszystkim – gdy wiatr wieje zbyt słabo, wyhamowanie wiatraka nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Pomimo, że jego łopaty zbudowane są z włókna szklanego(w późniejszych generacjach z włókna węglowego), jest co ciężka konstrukcja. Dla przykładu, jedna łopatka o długości 54,4m waży 80t i przewóz jej nie jest taki łatwy. Rozpędzenie takiego bydlaka wymaga dużo energii nie zapominając o dwóch pozostałych łopatkach. Najczęściej w takiej sytuacji do wiatraka dostarczana jest energia elektryczna, aby mógł być napędzany do momentu wystąpienia mocniejszego wiatru. Wspomniałem również o włóknach szklanym i węglowym – po researchu stwierdzam, że nie ma jeszcze metody recyclingu, a żywotność takiej turbiny szacuje się na średnio 25 lat. Według prognoz, w 2021 roku ilość odpadów włókien wyniesie 32kt. Kolejną sprawą jest negatywny wpływ wirujących wiatraków na ekosystem. Ptaki lecąc w stronę wiatraka napotykają opór w postaci ciężkiego, wirującego „cosia” i niewiele z nich zostaje. Jak mniemam, o tym również niewiele się o tym mówi.

Gdzie z perspektywy laika cała ta ekologiczna moda lśni pięknym blaskiem, po przyjrzeniu się szczegółom blask ten wydaje się być wynikiem palącego się zza jej pleców akumulatora – nie jest to sprawa piękna, na jaką miała być kreowana. Nie twierdzę, że każda z metod jest wątpliwych jakości oraz wpływu na środowisko. Twierdzę jedynie, aby nie dysponować oszczędnie faktami i wypada jednak powiedzieć wszystko nie pozwalając na wprowadzenie opinii publicznej w błąd. Paradoksalnie nie każde ekologiczne rozwiązanie jest ekologiczne.

Kompleksy i ich wpływ.

Nie ma co ukrywać, że prawie każdy człowiek ma jakieś kompleksy, takie jak bycie zbyt grubym, posiadanie zbyt cienkich włosów lub ich niezadowalający kolor i wiele innych. W moim odczuciu w dzisiejszych czasach zdecydowanie więcej ludzi je ma ze względu na powszechność internetu oraz popkulturę. Postanowiłem więc, że warto opisać to zjawisko; jakie odczucia wywołuje oraz dlaczego powinno się je zwalczać.

Napisałem wcześniej, że według mnie kompleksy są częściej spotykane niż dawniej. Dzieje się tak z powodu popularności internetu. Jest w nim mnóstwo treści, w których ludzie robią lub pokazują swoje atuty – mowa zarówno o umiejętnościach, jak i atrybutach fizycznych. Dla przykładu, trudno było kiedyś pomyśleć o powiększaniu piersi, ust i innych miejsc kobiecego ciała lub prącia u mężczyzn. Zmieniło się to w momencie, gdy filmy pornograficzne/influencerzy/ładne kobiety zaczęły publikować w sieci swoje walory. Od tego momentu spotkać można kobiety, które w jakiś sposób „zwalczyły” swoje kompleksy i przeszły różnego typu operacje plastyczne. Oczywiście nie potępiam takich czynów; uważam jednak, że nie jest to prawidłowa metoda dająca długoterminowe i pozytywne skutki.

Posiadanie kompleksów to swego rodzaju objaw zazdrości – „w jaki sposób ktoś inny może mieć coś lepszego ode mnie? Ja też chcę coś takiego!”. Zazdrość na pewno nie jest dobrym uczuciem; zżera nas od środka zmieniając zachowanie nie do poznania. Dlaczego napisałem, że chęć posiadania większych piersi nie powinna zostać spełniona? Ponieważ nie sprawi to, że ta osoba nauczy się radzić sobie z problemami – dostaje ona tylko zabawkę, której pożądała. Kłopot pojawia się ponownie, gdy osoba ta zazdrości komuś kolejnej rzeczy.

Uważam, że nie każde zachcianki powinno się realizować – mogą(i najprawdopodobniej będą miały) one mieć negatywny wpływ na personę poprzez mało pomocny rodzaj egoizmu. W takiej zachciance – bez zagłębiania się w szczegóły, brak jakichkolwiek altruistycznych pobudek. Należy więc z tym walczyć i się nie poddawać.

Jak sobie poradzić z kompleksami? Jeśli jest to problem typu „jestem za gruby” to wystarczy schudnąć. Na szczęście ten rodzaj radzenia sobie jest jak najbardziej odpowiedni, ponieważ wymaga wysiłku i trzeba wziąć udział przez proces chudnięcia. Im bardziej człowiekowi zależy, tym bardziej jest zadowolony z sukcesu. Mówi sobie wtedy „Udało mi się, jestem dumny/a z siebie” bo potężny wysiłek ma swoje rezultaty.

Sprawa ma się inaczej w przypadku problemów, z którymi nie można poradzić sobie samemu i są wymagane takie rzeczy jak na przykład operacja plastyczna. Nie można wtedy mówić o procesie i staraniach, aby dojść do celu. W takim wypadku należy patrzeć na całość i powiedzieć sobie „jestem ładna” lub coś w tym stylu. Uważam, że rezultaty bez wysiłku nie mają wartości. Jeśli coś nie ma wartości, może wpłynąć negatywnie na osobowość.

Pomyślcie więc o rzeczach, które chcecie w sobie zmienić i czy warto. Wartość człowieka nie wyznacza wygląd, tylko nasza osobowość. Chwaląc* się tym co masz pokazujesz, że nie masz jak chwalić* się tym, jakim człowiekiem jesteś.

*chwalenie się nie ma negatywnego wydźwięku; słowo to ma dla mnie równowartość sformułowania „cieszyć się z czegoś”.

Egoizm – czy taki diabeł zły, jakiego go malują?

Często mówi się o ludziach robiących coś samolubnego, że są egoistami(no shit, Sherlock) – najczęściej ma to negatywny wydźwięk i ma na celu obrazę osoby. Tak to już się przyjęło, że egoistą jest persona o złych zamiarach… ale czy zawsze można tak uznać?

Definicja słowa „egoizm” świadczy o tym, że dobro swoje jest ważniejsze niż dobro otaczających osób. Z kolei na pierwszy rzut oka tego przeciwieństwem byłby altruizm przedstawiający wartości odwrotne do podejścia ukazanego w temacie. Ludzkość ma tendencję do ułatwiania sobie życia(co w zasadzie nikogo dziwić nie powinno). Jednym z tego skutków jest rozróżnianie zachowań na dobre i złe, co przy braku objawów ambiwalencji skutkuje właśnie wyżej wspomnianym szufladkowaniem. W przeciwnym wypadku, gdy ludzie potrafią spojrzeć na obie strony medalu rozumiejąc oponenta – dla nich świat przestaje być taki czarno-biały, na jaki byłby kreowany.

Wychodzą wtedy na jaw kolejne czynniki zmienne, takie jak priorytety skonfliktowanego człowieka(wartości, którymi się kieruje), jego doświadczenia życiowe i tym podobne. Posiadając taką rozwiniętą perspektywę jesteśmy w stanie rozpatrzeć inne możliwe scenariusze, ponieważ na co dzień oceniamy innych przez pryzmat własnych doświadczeń nie biorąc pod uwagę doświadczeń tych właśnie innych ludzi. Jesteśmy wtedy w stanie ocenić, czy dane zachowania były bardziej egoistyczne lub altruistyczne.

Wyobraźcie sobie prostą sytuację, w której postać nr 1 „bezinteresownie” pomogła postaci nr 2. Dość proste zadanie do wykonania, ale należy zadać kilka istotnych pytań. Czy ta „bezinteresowna pomoc” była rzeczywiście bezinteresowna? Czy bezinteresowność istnieje? Ci dobrej wiary powiedzieliby, że oczywiście, że ludzkość nie jest aż tak wyprana z emocji, aby takiej pomocy nie udzielać. Ja uważam nieco inaczej; w podanym przykładzie są dwie postacie: nr 1 i nr 2. Zastanówmy się czy czyn postaci nr 1 był w pełni altruistyczny; udzieliła ona pomocy, ponieważ chciała.

Czy postać nr 2 nie podziękowała lub/i uśmiechnęła się w zamian za udzieloną pomoc? Zwykle tak się dzieje, a wydaje mi się, że chociażby zadowolenie z dobrze udzielonej pomocy jest godnym wynagrodzeniem dla żądnej udowodnienia sobie swojej wartości postaci nr 1. Nawet uśmiech może być nagrodą. W takim wypadku bezinteresowna pomoc nie istnieje, tak jak i altruizm nierzucający cienia egoizmu, bo oczekiwanie na otrzymanie w zamian uśmiechu – jest egoistyczne. Pozostaje tylko kwestia naszej tolerancji na egoistyczne zachowania oraz ich zrozumienie – odkrycie, że dobro i zło nie chodzą w parach przy określaniu wszystkiego. Każdy normalny człowiek chce dla siebie samych przyjemnych rzeczy, a altruistyczne czyny, paradoksalnie(albo w sumie już nie) – dają upust naszemu egoizmowi.

Warto również zastanowić się, czy altruizm może być zły, bo przecież – jak pomaganie innym może sprawiać problemy? Są takie sytuacje, gdzie ktoś chce pomóc „za bardzo” tj. wpycha się wszędzie, gdzie jego tzw. „wbita na Krzysia” w sytuację może być irytująca i uważana za upierdliwą. Jak najbardziej jest to ta gorsza w odczuciu strona altruizmu, ponieważ we wszystkim trzeba znać umiar. Tak samo jak z egoizmem – on również może być zły, gdy nie myślimy o wpływie negatywnych skutków nasze otoczenie. Może, ale nie musi.

Świat jest szary(nie mylić ze smutnym. Nie ma altruizmu bez egoizmu. Nie ma egoizmu bez altruizmu. Jeśli coś jest czarne, uważajcie i walczcie z tym. Jeśli coś jest białe – też uważajcie.

Pierwszy wpis.

Pierwszy wpis. Ten majestatyczny, pierwszy wpis. Powinien być ważny; sycący w treści; przesiąknięty ważnymi informacjami o mnie i o tym, co uważam za istotne. Nie mam jednak pojęcia, czy to, co napiszę, będzie ilustrowało typowy pierwszy wpis na blogu. W każdym razie opiszę dzisiejsze przemyślenia ambitnego 24-latka(tak, za takiego się mam).

Wiele rzeczy dzieje się dzisiaj w Polsce. Na pewno są te wydarzenia interesujące, ale nie do końca przyjemne w ogólnym rozrachunku i odczuciu. Jedni ludzie się buntują, bo twierdzą, że są „mniej równi”. Jeszcze inni – rządzący, wcale nie idą nam na rękę i nie dość, że życie w Polsce jest drogie, to w dodatku część społeczeństwa czuje się zniewolona przez przymus noszenia maseczek, jaki właśnie oni narzucili. Czy bezpodstawnie? Pozostawmy to pytanie narazie bez odpowiedzi, bo przecież nie o to tu chodzi. Kolejna grupa jest ściśle powiązana z poprzednią, bo obawia się samej choroby COVID-19 lub konsekwencji prawnych. Następna społeczność boi się o to, jak będzie wyglądać „jutro” w Polsce. Tych grup jest mnóstwo i prawie każda jest wrogo nastawiona do pozostałych. Na pewno nie jest to sprzyjające środowisko do życia. Dla kogokolwiek z wymienionych i niewymienionych grup. Oprócz jednej, ale do tego jeszcze dojdziemy.

Powiem nieco więcej o wyżej wymienionych grupach. Zacznijmy od pierwszej wymienionej i tej „najgłośniejszej”, mianowicie mowa o protestach związanych z LGBT. Istotne są dwie strony barykady: ludzie sprzeciwiający się kulturze, tradycji i obyczajom ukształtowanym przez tysiące lat istnienia człowieka oraz ludzie broniący tychże wartości. Nie wnikając w to, co jest ważniejsze – postęp czy tradycja, ważne jest pojawienie się konfliktu. Nie jest to z resztą jedyny konflikt, który został zainicjowany w MMXX roku – za większość z nich odpowiedzialne są lewicowe ugrupowania, takie jak ANTIFA, BLM czy inne tego typu(zupełnie przypadkiem).

Kolejny konflikt dotyczy obywateli naszego kraju, wcześniej wspominanych rządzących oraz ludzi obawiających się konsekwencji prawnych. Tak jak wspominałem, nałożony został przymus noszenia maseczek. Sam akt posiadania założonej ochrony ust oraz nosa może i daje pozytywne skutki jeśli chodzi o przeciwdziałanie roznoszeniu wirusa(co do czego również są wątpliwości czy ten obowiązek powinien zostać nałożony na WSZYSTKICH obywateli), to jednak głównie problem pojawia się wraz ze słowem „przymus”. Reakcja ludzi byłaby zupełnie inna. Zapomniałem wspomnieć o trzeciej podgrupie, której założenia stanowią o wywieraniu presji na niestosujących się do danego przymusu. Presja ta miałaby polegać na zmuszeniu przeciwnika do stosowania się do wytycznych w ramach „odpowiedzialności społecznej”. Dla takich osób pomijalnym jest fakt, że osoby niebędące chore nie powinny nosić – docelowo, maseczki. I dokonuje się terror, niszczący wszystkie te podgrupy – każda z nich jest przeciwko pozostałym.

Są też Ci, którzy to całe zamieszanie kontrolują lub inicjują. To jest taka moja mała teoria, bo nie zostało to potwierdzone z jakikolwiek sposób. Jednak wszystko wskazuje na to, że ktoś taki jest – w inny sposób trudno jest wytłumaczyć przedziwne fenomeny dziejące się obecnie na świecie. Najwyraźniej komuś bardzo zależy na tym, żeby wprowadzić jak największy chaos oraz podzielić ludzi.

I pozostajemy my – zwykli Polacy – obawiający się tego, jak każdy z tych konfliktów wpłynie na jutro, kiedy to – być może, będziemy chcieli wychowywać swoje dzieci; jak bardzo ten świat zostanie nasycony wartościami, które uważamy za toksyczne; jak niezwykle trudno – w porównaniu do dzisiaj lub kiedyś, będzie wieść spokojne życie spełniając swoje malutkie marzenia. Czy powinniśmy pozostać pasywni w tym całym zgiełku zamieszek, czy może stanąć po którejś ze stron konfliktu, aby chociaż trochę mniej obawiać się nadchodzącej przyszłości? Niezależnie od tego, z którą grupą będziesz się identyfikował drogi rodaku – odczujesz skutki. Czy tego chcesz, czy nie.

Cóż, według mnie każdy odpowiada sam za siebie i nie należy iść na wojnę, na którą iść się nie chce. Odpowiedzialność zbiorowa to zbiór odpowiedzialności indywidualnych, które cenić powinny przede wszystkim życie swoje, swoich bliskich oraz własnych poglądów prowadzących ich przez życie. Nie bardzo podoba mi się zniekształcanie rzeczywistości, manipulatywna polityka i „unormalnianie” oraz popularyzacja wynaturzeń.

Zaszufladkowany.